Legalny wskaźnik to nie wszystko. Bank musi udowodnić rzetelną informację
Trybunał wskazał, że konsument przed podpisaniem umowy musi rzeczywiście rozumieć, jak działa dany zapis i jakie może mieć dla niego skutki finansowe – nie tylko w warstwie językowej, ale także ekonomicznej.
Wyrok Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 12 lutego 2026 r. w sprawie C-471/24 przeciwko PKO Bank Polski jest pierwszym tak kompleksowym rozstrzygnięciem dotyczącym kredytów złotowych opartych o WIBOR. Od dnia jego ogłoszenia banki konsekwentnie próbują przedstawiać go jako „koniec spraw WIBOR”. Trzeba powiedzieć wprost: to nieprawda. Trybunał nie zalegalizował klauzul WIBOR-owych w sposób bezwarunkowy. Przeciwnie – wyznaczył sądom krajowym ramy kontroli i pozostawił realną przestrzeń do podważania konkretnych umów.
Wyrok C-471/24 – co faktycznie rozstrzygnął TSUE?
Trybunał dał jasne sygnały do sposobu interpretowania przepisów prawa konsumenckiego oraz kredytów opartych o wskaźnik. Dzisiejsze orzeczenie nie zmienia kierunku wykładni prawa konsumenckiego ani nie wprowadza rewolucji w ocenie przejrzystości klauzul oprocentowania. W istocie jest ono w dużej mierze tożsame z linią, którą Trybunał sygnalizował już we wrześniu ubiegłego roku. Mamy do czynienia raczej z doprecyzowaniem niż z przełomem. Ziemia się nie zatrzyma i nie zacznie kręcić w drugą stronę – przynajmniej jeszcze nie dzisiaj. Jeżeli mieliśmy istotne wątpliwości co do uczciwości zapisów umownych, to patrząc przez pryzmat dyrektywy 93/13/EWG – a więc tego, o czym informowaliśmy– to wątpliwości te wcale nie znikają.
WIBOR pod kontrolą sądową – brak automatycznego wyłączenia
Najważniejsza teza wyroku jest taka, że fakt oparcia oprocentowania kredytu na wskaźniku referencyjnym nawet tym regulowanym prawem Unii nie zamyka drogi do badania umowy pod kątem abuzywności. Trybunał jednoznacznie wskazał, że wyłączenie spod kontroli przewidziane w art. 1 ust. 2 dyrektywy 93/13 dotyczy wyłącznie sytuacji, gdy treść warunku umownego została narzucona przez bezwzględnie obowiązujące przepisy prawa. Trybunał zauważył zatem, że: „ chociaż właściwy organ krajowy udzielił administratorowi wskaźnika referencyjnego WIBOR zezwolenia, o którym mowa w art. 34 rozporządzenia 2016/1011, a tym samym potwierdził zgodność zasad konstytutywnych metody tego wskaźnika ze wszystkimi wymogami nałożonymi przez to rozporządzenie, to jednak przepisy te pochodzą od podmiotu prywatnego, a mianowicie administratora wspomnianego wskaźnika, a zatem nie mają charakteru ustawowego lub regulacyjnego w rozumieniu art. 1 ust. 2 dyrektywy 93/13.
Tymczasem – o czym sektor bankowy zdaje się zapominać – w polskich realiach żaden przepis nie nakazywał bankom stosowania WIBOR, nie określa konstrukcji klauzuli oprocentowania ani relacji pomiędzy WIBOR-em a marżą. To decyzja biznesowa banku. W praktyce oznacza to, że klauzule zmiennego oprocentowania pozostają normalnym przedmiotem kontroli sądowej. Trybunał potwierdził wprawdzie, że oprocentowanie stanowi „główny przedmiot umowy”, ale jednocześnie bardzo wyraźnie zastrzegł, że ochrona banku działa tylko wtedy, gdy warunek został sformułowany „prostym i zrozumiałym językiem”. Co istotne, TSUE po raz kolejny przypomniał, że chodzi nie tylko o zrozumiałość językową, lecz także ekonomiczną. Konsument musi być w stanie samodzielnie ocenić konsekwencje finansowe umowy. W uzasadnieniu czytamy, że klient powinien móc „oszacować potencjalnie istotne skutki gospodarcze” wynikające z zastosowania danego mechanizmu oprocentowania.
Zakres obowiązków informacyjnych banku
Trybunał zwrócił uwagę, że na etapie szczególnych kontaktów z określoną osobą ubiegającą się o kredyt, przepisy UE nakładają na kredytodawcę obowiązek dostarczenia zindywidualizowanych informacji udzielanych przed zawarciem umowy, niezbędnych do tego, aby ta osoba ubiegająca się o kredyt mogła porównać kredyty dostępne na rynku, ocenić ich skutki i podjąć świadomą decyzję. Informacje te należy przekazywać za pośrednictwem ESIS, który jest znormalizowanym dokumentem informacyjnym na poziomie Unii. A zatem w przypadku kredytu o zmiennej stopie oprocentowania należy poinformować konsumenta, przynajmniej za pomocą arkusza ESIS, o możliwych skutkach dostosowania stopy oprocentowania w odniesieniu do należnych kwot i RRSO, przy czym należy przedstawić mu dodatkową RRSO w celu zilustrowania ewentualnego ryzyka związanego ze znacznym wzrostem stopy oprocentowania kredytu, a informacje te powinny zawierać ostrzeżenie, że całkowity koszt kredytu ponoszony przez konsumenta, wskazany jako RRSO, może ulec zmianie.
Idąc dalej Trybunał wskazał, że zgodnie z art. 13 ust. 1 akapit drugi lit. ea) dyrektywy 2014/17 kredytodawca oferujący na rynku zawieranie umów o kredyt odsyłających do wskaźnika referencyjnego w rozumieniu rozporządzenia 2016/1011 jest zobowiązany do podania, wśród ogólnych informacji, które musi udostępniać na bieżąco, „nazw [danych] wskaźników referencyjnych i ich administratorów oraz informacji o potencjalnych konsekwencjach dla konsumenta”. Jak wynika z motywu 71 rozporządzenia 2016/1011, nakładając obowiązek ujawnienia tych elementów, prawodawca Unii miał na celu zapewnienie przekazywania konsumentom informacji, które uznał za odpowiednie ze względu na słabszą pozycję, w jakiej się znajdują, jeżeli chodzi o wybór wskaźnika referencyjnego ze względu na asymetrię uprawnień negocjacyjnych i na stosowanie standardowych warunków. Co więcej, w ocenie Trybunału w odniesieniu do umów o kredyt związanych z nieruchomościami mieszkalnymi dyrektywa 2014/17 i rozporządzenie 2016/1011 łączą się poprzez ustanowienie szczegółowych obowiązków informacyjnych wobec konsumentów w odniesieniu, po pierwsze, do warunków umów o kredyt hipoteczny określających zmienną stopę procentową poprzez odesłanie do wskaźnika referencyjnego, o którym mowa w tym rozporządzeniu, a po drugie, do takich wskaźników referencyjnych, oraz że obowiązki te są rozdzielane między kredytodawców i administratorów tych wskaźników. W tak określonych ramach do tych pierwszych należy dostarczenie konsumentom wskazówek, które pozwolą im jednocześnie ocenić konkretne konsekwencje zmienności stopy procentowej dla zobowiązań wynikających dla nich z zaproponowanej im umowy oraz zapoznać się ze wszystkimi informacjami, które administrator wskaźnika referencyjnego musi podać do wiadomości publicznej.
Te fragmenty uznać należy za szczególnie istotny. W zdecydowanej większości spraw WIBOR banki ograniczały się do lakonicznych pouczeń o tym, że „rata może wzrosnąć”, bez pokazania realnej skali tego wzrostu, bez symulacji wysokich scenariuszy i bez wyjaśnienia, że oprocentowanie nie ma żadnego górnego limitu. Powyższe błędy dostrzegamy w analizowanych umowach kredytowych zwłaszcza w tym „sprzed BMR”. TSUE podkreśla, że konsument musi otrzymać informacje pozwalające mu zrozumieć rzeczywiste ryzyko, a nie jedynie jego abstrakcyjne istnienie.
Regulowany wskaźnik nie wyłącza kontroli umowy
Trybunał odniósł się również do argumentu banków, że WIBOR jest „bezpieczny”, bo podlega unijnemu rozporządzeniu. Owszem, TSUE potwierdził, że model wskaźnika oparty na kwotowaniach banków został dopuszczony przez prawodawcę UE i sam w sobie może nie być uznany za nieuczciwy. Jednocześnie jednak zaznaczył, że to nie zamyka drogi do badania konkretnej relacji umownej. Wprost wskazano, że sąd krajowy musi sprawdzić, czy bank działał w dobrej wierze i czy nie doprowadził do „znaczącej nierównowagi praw i obowiązków stron ze szkodą dla konsumenta”.
Szczególnie ważny jest fragment dotyczący konfliktu interesów. Trybunał zauważył, że bank może być jednocześnie kredytodawcą oraz uczestnikiem panelu ustalającego WIBOR. Sam ten fakt nie przesądza jeszcze o abuzywności, ale – co kluczowe – wymaga pełnej transparentności wobec klienta. Jeżeli konsument nie został jasno poinformowany, że instytucja udzielająca mu kredytu uczestniczy w mechanizmie tworzenia wskaźnika, od którego zależą jego raty, powstaje poważna wątpliwość co do spełnienia standardu dobrej wiary.
W sporach dotyczących kredytów złotowych opartych na WIBOR coraz wyraźniej widać, że istota problemu nie leży li tylko w technicznych niuansach metodologii wyznaczania wskaźnika (chociaż w naszej ocenie winno to mieć również istotne znaczenie). Oś sporu przesunęła się w miejsce znacznie bardziej niewygodne dla sektora finansowego – w stronę przejrzystości umowy i jakości informacji przekazanej konsumentowi w chwili jej zawierania. Pytanie nie brzmi dziś przede wszystkim „jak liczony był WIBOR”, lecz „czy kredytobiorca wiedział, kto za niego odpowiada, gdzie są reguły jego wyznaczania i czy mógł realnie ocenić skutki ekonomiczne odesłania do tego wskaźnika”.
To nie jest nowa logika. W sprawach frankowych banki przez lata przekonywały, że kurs waluty jest obiektywny, rynkowy i niezależny od nich. Trybunał Sprawiedliwości w sprawach C-26/13 (Kásler), C-186/16 (Andriciuc) czy C-260/18 (Dziubak) jasno wskazał, że nawet jeśli parametr jest „rynkowy”, konsument musi rozumieć mechanizm i skalę ryzyka. Bank nie może zasłaniać się obiektywnością rynku, jeżeli w umowie nie wyjaśnił, jak ten mechanizm działa i jakie mogą być jego konsekwencje finansowe. Transparentność to nie slogan – to zdolność konsumenta do oceny ekonomicznych skutków zawieranego kontraktu.
Umowy sprzed i po BMR – zasadnicza różnica sytuacji prawnej
Właśnie w tym świetle należy patrzeć na okres sprzed wejścia w życie rozporządzenia BMR oraz lata poprzedzające autoryzację administratora przez KNF. Do 29 czerwca 2017 r. administratorem stawek WIBOR było ACI Polska. Przez wiele lat wskaźnik, od którego zależała wysokość rat kredytów hipotecznych, był administrowany przez podmiot branżowy, funkcjonujący poza późniejszym, sformalizowanym reżimem nadzorczym. Tymczasem w licznych umowach kredytowych zawieranych w tym czasie brak było jakiejkolwiek informacji o administratorze. Konsument otrzymywał nazwę wskaźnika i wzmiankę o publikacji w serwisie informacyjnym. To tak, jakby w umowie wskazać „kurs z gazety”, nie wyjaśniając, kto ten kurs ustala i według jakich zasad.
Z perspektywy prawa konsumenckiego nie jest to drobiazg, lecz kwestia fundamentalna. Zmienna stopa procentowa jest elementem ceny kredytu. Jeżeli cena zależy od parametru ustalanego poza umową, konsument powinien wiedzieć, kto go administruje i w jakim porządku prawnym funkcjonuje. W przeciwnym razie przyjmuje na siebie ryzyko, którego natury nie zna. W sprawach frankowych sądy wielokrotnie podkreślały, że nie wystarczy ogólne ostrzeżenie o ryzyku – konieczne jest przedstawienie jego realnej skali i mechanizmu. Analogicznie, w przypadku WIBOR sama nazwa wskaźnika nie realizuje standardu przejrzystości.
Wprowadzenie rozporządzenia BMR uporządkowało rynek w wymiarze regulacyjnym. Ustanowiono wymogi dotyczące administratorów, danych wejściowych, przejrzystości metod oraz nadzoru. Jednak regulacyjna poprawność benchmarku nie jest równoznaczna z kontraktową uczciwością. Dyrektywa 93/13 bada to, co znalazło się w umowie i co zostało zakomunikowane konsumentowi, a nie to, czy administrator spełnia wymogi rynku finansowego. Autoryzacja GPW Benchmark przez KNF w grudniu 2020 r. zamknęła etap instytucjonalny, lecz nie działa wstecz w stosunku do umów zawartych wcześniej. Ocena abuzywności dokonywana jest na moment zawarcia umowy i o tym jednoznacznie mówi Trybynał .
Co prawda Trybunał uznał, że stosowanie w umowie o kredyt hipoteczny wskaźnika referencyjnego, może być uznany za zgodny z wymogami ram ustanowionych w rozporządzeniu 2016/1011, w szczególności w odniesieniu do jego metodologii, ale po pierwsze nie może co do zasady samo w sobie powodować, ze szkodą dla konsumenta, znaczącej nierównowagi praw i obowiązków stron, po drugi – odniósł to do chwili zawarcia umowy. A zatem umowy zawarte przed wejściem w życie rozporządzenia nie spełniają tego warunku.
Przejrzystość ekonomiczna i obowiązki informacyjne banku
Co więcej, Trybunał uznał, że w przypadku gdy warunek umowy o kredyt hipoteczny określa zmienną stopę oprocentowania opartą na wskaźniku referencyjnym w rozumieniu rozporządzenia 2016/1011, brak poinformowania konsumenta o pewnych szczególnych cechach umownego wskaźnika referencyjnego, czy fakt, że dane nie odpowiadają rzeczywistym transakcjom, nie mogą nadawać temu warunkowi nieuczciwego charakteru, o ile wspomniany wskaźnik można było uznać za zgodny z tym rozporządzeniem w chwili zawarcia tej umowy. Ponownie uznać zatem należy, że umowy zawarte przed wejściem w życie rozporządzenia nie spełniają tego warunku. Nie można też pominąć faktu, że sektor finansowy przez lata przedstawiał WIBOR jako wskaźnik obiektywny i neutralny. Dziś trwa reforma benchmarków i wdrażany jest POLSTR, oparty na jednodniowych transakcjach depozytowych. Czy oznacza to, że wcześniejszy model był w pełni zgodny z prawem, i czy nie wzmacnia to pytania o to, czy konsumentowi w przeszłości rzeczywiście rzetelnie wyjaśniano naturę wskaźnika, do którego odsyłała umowa oraz ryzyka z nim związane, a przede wszystkim czy był uczciwie obliczany? Reforma nie przesądza o bezprawności przeszłości, ale pokazuje, że system dostrzegł potrzebę większej przejrzystości i weryfikowalności, czegoś brakowało.
Musimy przy tym pamiętać o strukturalnej nierównowadze kontraktowej. Po stronie kredytobiorcy pozostaje obowiązek zwrotu kapitału, zapłaty marży powiększonej o zewnętrzny wskaźnik, ponoszenia kosztów ubezpieczeń z cesją na bank, opłat oraz należności wynikających ze zmiennych taryf. Po stronie banku – szeroki katalog uprawnień i zabezpieczeń, w tym hipoteka. Konstrukcja ta prowadzi do wyraźnej asymetrii ryzyka.
Można powiedzieć, że to polski rollercoaster – ostra jazda, nagłe zwroty, adrenalina. Tyle że kredytobiorcy nie kupowali biletu na emocje. Chcieli domu lub mieszkania dla siebie i swojej rodziny, a nie wieloletniego testu odporności finansowej. A gdy przyjrzeć się konstrukcji bliżej, metafora rollercoastera okazuje się zbyt łagodna. W rollercoasterze tor jest zaprojektowany i kontrolowany. W wielu umowach bliżej temu do rosyjskiej ruletki – z tą różnicą, że w naszym rewolwerze znajduje się wyłącznie ostra amunicja, to znaczy ciężar ryzyka spoczywa w całości po stronie kredytobiorcy.
Spór o WIBOR nigdy nie był wyłącznie sporem o algorytmy czy modele statystyczne. Był i pozostaje sporem o jakość kontraktu oraz o rzeczywistą równowagę jego stron. Jeżeli bank – jako profesjonalista – projektuje umowę i mechanizm ustalania ceny w oparciu o zewnętrzny wskaźnik, a konsumentowi przekazuje jedynie jego nazwę i informację o miejscu publikacji, bez rzetelnego wyjaśnienia natury tego mechanizmu oraz skali ryzyka, to pytanie o zgodność takiej umowy ze standardem ochrony konsumenta nie ma charakteru retorycznego. Jest pytaniem fundamentalnym i koniecznym.
Podsumowanie
Wyrok TSUE w sprawie C-471/24 wbrew twierdzeniom przedstawicieli sektora bankowego w żadnym wypadku nie przekreśla roszczeń kredytobiorców posiadających kredyty oprocentowane według WIBOR – wręcz przeciwnie. Trybunał jednoznacznie potwierdził, że klauzule oparte o wskaźnik referencyjny (nawet regulowany) mogą podlegać kontroli pod kątem abuzywności, jeżeli konsument nie został w sposób jasny, zrozumiały i kompletny poinformowany o mechanizmie oprocentowania oraz rzeczywistym ryzyku ekonomicznym.
W praktyce oznacza to, że kluczowe znaczenie ma sposób sprzedaży konkretnego kredytu. Decydujące są odpowiedzi na pytania: jakie informacje przekazano klientowi, czy przedstawiono realne symulacje wzrostu rat, czy wyjaśniono, że oprocentowanie może rosnąć w sposób nieograniczony oraz czy konsument miał możliwość zrozumienia, jak WIBOR wpływa na jego zobowiązanie. Tam, gdzie bank ograniczył się do ogólnikowych formułek albo przedstawiał kredyt jako „bezpieczny”, „stabilny” lub „tańszy”, istnieją podstawy do formułowania roszczeń.
Istotne jest również rozróżnienie sytuacji prawnej w zależności od daty zawarcia umowy.
W przypadku kredytów zawieranych już po wejściu w życie rozporządzenia BMR, po objęciu WIBOR formalnym nadzorem i po autoryzacji administratora wskaźnika, banki działają w ramach rozbudowanego reżimu regulacyjnego. W takich sprawach podważenie postanowień umownych przewidujących zmienne oprocentowanie będzie trudniejsze – ale nie wykluczone. Konieczne jest wskazanie na indywidualne naruszenia obowiązków informacyjnych – w szczególności braku rzetelnego przedstawienia ryzyka zmiennej stopy procentowej i jej potencjalnych skutków finansowych.
Inaczej należy oceniać umowy zawarte przed BMR, a więc w okresie, gdy WIBOR nie był jeszcze objęty obecnym systemem unijnych regulacji. W tych sprawach banki nie mogą powoływać się na dzisiejszy poziom regulacji i transparentności. Standardy informacyjne banków stały wówczas na znacznie niższym poziomie, a kredytobiorcy bardzo często nie otrzymywali żadnych konkretnych wyjaśnień dotyczących sposobu ustalania oprocentowania ani skali ryzyka, ani o tym czym w ogóle jest WIBOR. Gdyby zatem odnieść argumentację TSUE zaprezentowaną w wyroku z 12 lutego 2026 r. do sytuacji kredytobiorców zawierających umowy przed BMR, to w istocie bank powinien obciążać szerszy obowiązek informacyjny w odniesieniu do WIBOR. Z perspektywy ochrony konsumenta oznacza to szersze pole do podnoszenia zarzutów – zarówno co do braku przejrzystości klauzul, jak i co do samego procesu sprzedaży.
Po wyroku TSUE sprawy WIBOR nie opierają się już na prostym kwestionowaniu wskaźnika jako takiego. Punkt ciężkości został przesunięty na ocenę, czy bank wypełnił wobec konsumenta swoje obowiązki informacyjne i czy kredyt został sprzedany w sposób uczciwy i transparentny. Przy umowach po BMR decydują konkretne uchybienia sprzedażowe, natomiast przy umowach sprzed BMR możliwa jest szersza argumentacja związana z brakiem realnej ochrony konsumenta na etapie zawierania umowy. W obu przypadkach zasadnicze znaczenie ma materiał dowodowy i indywidualna analiza dokumentów.
Autorzy: adw. Piotr Nawrocki, r. pr Łukasz Koryto
